WSTĘP (do książki)

          Radiostacja Gliwice (Sender Gleiwitz) to bardzo szczególny przypadek stacji nadawczej, która wpisała się trwale na karty historii za sprawą jednego, krótkiego epizodu w jej dziejach. Tym zdarzeniem był incydent znany powszechnie pod nazwą „prowokacja gliwicka”, który rozegrał się w radiostacji 31 sierpnia 1939 roku, w przededniu wybuchu II wojny światowej. Wówczas to, na niemiecką radiostację napad przeprowadził oddział nazistowskiej służby bezpieczeństwa, pozorując grupę polskich powstańców. Celem akcji było nadanie przez radiostację komunikatu wzywającego Polaków do wystąpienia zbrojnego przeciwko Niemcom, co miało stanowić pretekst do najazdu na Polskę.
To ta akcja skupiła uwagę historyków oraz dziennikarzy, doczekała się obszernych opracowań naukowych i była przedmiotem rozlicznych publikacji prasowych.
Dotychczasowe opracowania historyczne nie były konsultowane ze specjalistami techniki nadawczej lat trzydziestych XX wieku. Także badania prowadzone przez historyków nie obejmowały zagadnień technicznych. W rezultacie incydent przedstawiany był w publikacjach historycznych w sposób zniekształcony, nieodzwierciedlający wiernie przebiegu wydarzeń lub opacznie tłumaczący genezę pewnych działań lub zdarzeń. W konsekwencji konieczne okazało się podjęcie polemiki z opracowaniami niektórych uznanych historyków europejskich i krytyczne zakwestionowanie niektórych ustaleń. Przytoczone fragmenty kilkunastu opracowań pozwolą czytelnikowi poznać i ocenić różnorodność stanowisk.

Wydaje się, że pełne wyjaśnienie przebiegu zdarzeń tamtego dnia, zrozumienie pewnych – nie w pełni dotąd czytelnych – epizodów możliwe jest wyłącznie w powiązaniu z szczegółową wiedzą o technicznych rozwiązaniach stosowanych w stacjach nadawczych, a także szerzej, ze znajomością organizacji radiofonii niemieckiej tamtych czasów. Oba te elementy pokazane zostały na tle rozwoju radia, jako urządzenia odbiorczego oraz radiofonii, jako systemu rozpowszechniania programów.
Nie mniej ciekawe są późniejsze dzieje gliwickiej stacji, przedstawione w kolejnych częściach.
Książka będzie pomocą dla historyków badających nie tylko prowokację gliwicką, ale także polityczne, społeczne i militarne znaczenie pojawiającego się wówczas nowego medium – radia.
Natomiast miłośnicy techniki radiowej dowiedzą się jak działała wówczas radiofonia, a szczególnie jej strona nadawcza. Mam także nadzieję, że ta opowieść o gliwickiej radiostacji zainteresuje miłośników historii techniki oraz historii Gliwic.

                                                                                                                                                                                         Henryk Berezowski


SKRÓT

          Początki radiofonii niemieckiej to październik 1923 roku, wówczas pracę programową podjęła pierwsza rozgłośnia znajdująca w Berlinie. Organizatorem przedsięwzięcia było prywatne towarzystwo Rozgłośnia Radiowa S.A. Berlin (Funk-Stunde AG Berlin). Posiadała ona nadajnik średniofalowy o mocy 0,25 kW, zastąpiony jeszcze w tym samym roku przez nadajnik Telefunkena o mocy 2 kW. Wkrótce powstają kolejne stacje: Lipsk, Monachium, Frankfurt, Hamburg, Stuttgart, Münster, Wrocław i Brema. Wówczas też obszar kraju podzielony został na 9 okręgów radiowych, granice których pokrywały się z Okręgami Pocztowymi. Radiofonia od początku podlegała Ministerstwu Poczty Rzeszy, gdzie sekretarzem stanu, odpowiedzialnym za sprawy radia był dr Hans Bredow. Wówczas mówił on - kto upolitycznia niemieckie radio, grzeszy przeciwko jego duchowi.
Podległość radia niemieckiego dotyczyła strony technicznej, tj. budowy, a także eksploatacji stacji nadawczych. Rozgłośnie – z dochodów uzyskiwanych ze składek abonamentowych – opłacały Poczcie czynsz za użytkowane obiekty. Poczta zajmowała się także pobieraniem od użytkowników radioaparatów opłaty abonamentowej, która wynosiła niezmiennie 2 marki miesięcznie. Pierwszymi nadawcami były firmy prywatne – regionalne towarzystwa radiofoniczne, które dla usprawnienia swojego działania powołały w maju 1925 roku Towarzystwo Radiofoniczne Rzeszy (Reichs-Rundfunk-Gesellschaft – RRG). Towarzystwo pełniło rolę koordynatora oraz sprawowało ogólną kontrolę, jednak wszystkie regionalne towarzystwa posiadały znaczną autonomię w zakresie przygotowania i nadawania programów.

          Natomiast radiofonia niemiecka na Śląsku to rok 1924, wówczas we Wrocławiu (Breslau) powstała spółka radiofoniczna - Śląska Rozgłośnia Radiowa S.A. (Schlesische Funkstunde AG). Pierwsza stacja spółki została uruchomiona już w maju 1924 roku.
Wkrótce też, w sieci śląskiej, w Gliwicach, rozpoczęła pracę stacja pomocnicza (Nebensender  Gleiwitz). Zadaniem jej było zapewnienie dobrego odbioru radiowego na obszarze Górnego Śląska (Oberschlesien).
Należy dodać, że pierwsza polska stacja została uruchomiona w Katowicach, w grudniu 1927 roku, ale za to od razu z dużą mocą - 12 kW.
Gliwicka stacja radiowa została oddana do użytku 15 listopada 1925 roku. Wybudowano ją przy ulicy Kieferstädtler Landstrasse, dziś ul. Radiowa. Stanął tutaj duży, dwukondygnacyjny budynek, w którym znalazła się stacja nadawcza oraz rozgłośnia, a także mieszkania personelu. Stacja pracowała na fali 251 m, wyposażona została początkowo w nadajnik f-my Telefunken o mocy 0,35 kW, zastąpiony wkrótce przez silniejszy nadajnik - 1,5 kW.
Należy dodać, że w Katowicach pierwsza polska stacja została uruchomiona w grudniu 1927 roku, ale za to od razu z dużą mocą - 12 kW.
W roku 1928 zainstalowano w Gliwicach nowy nadajnik, teraz już o mocy 5 kW, który pracował tam do końca 1935 roku. Rozgłośnia posiadała wówczas studio radiowe, spikernię, pomieszczenia redakcyjne i administracyjne, a także konieczne wyposażenie techniczne. Po obu stronach budynku posadowiono dwie stalowe wieże antenowe o wysokości 75 metrów, pomiędzy którymi zawieszono antenę typu T. 

1. Pierwsza radiofoniczna stacja nadawcza w Gliwicach. Początek lat 1930.

           W roku 1934 niemiecka radiofonia przeszła gruntowną reorganizację, została upaństwowiona oraz poddana silnym wpływom rządowym i partyjnym. W miejsce dotychczasowej spółki wrocławskiej zostaje powołana Rozgłośnia Rzeszy – Wrocław (Reichsender Breslau), o statusie Rozgłośni Krajowej, której nadal podlegała stacja nadawcza Gliwice (Sender Gleiwitz).
Rozgłośnia oprócz retransmisji programów z Wrocławia tworzyła i emitowała również własne, lokalne audycje, a część z nich była nadawana także w programie wrocławskim.
         W roku 1935 dokonano zasadniczej modernizacji stacji gliwickiej – wybudowano zupełnie nową stację nadawczą. Budowa nowej radiostacji, oddalonej od budynku rozgłośni powodowana była względami technicznymi  -- uniknięcia zakłóceń urządzeń studyjnych ze strony silnych pól e-m stacji nadawczej, a użycie nowego systemu antenowego wymagało większego, otwartego terenu. Stację zlokalizowano na trzyhektarowej działce, znajdującej się na obrzeżach miasta, przy ulicy Tarnogórskiej 127 - 131 (Tarnowitzer Landstrasse). Składała się ona z trzech budynków oraz drewnianej, wykonanej z modrzewia syberyjskiego, wieży antenowej o wysokości 111 m.

2. Widok z wieży antenowej, 1937 r. Na pierwszym planie ogródki działkowe pracowników.
Za budynkiem technicznym, na skwerze kolumna zwieńczona godłem Rzeszy

 

3. Wieża antenowa, w obrysie domek antenowy. 2008

          Kolejny raz zwiększono moc stacji, instalując teraz nowy 8 kW nadajnik f-my Lorenz, pracujący na fali 243,7 m (1.231 kHz). Posadowiono tutaj drewnianą wieżę antenową, ponieważ zdecydowano się na użycie anteny pionowej, zapewniającej większy zasięg stacji, w porównaniu z anteną poziomą. Zbudowana została w 1935 roku przez niemiecką firmę budowlaną Christoph & Unmack A.G. z m. Niesky O.-L. w pobliżu Görlitz.
Z trzech budynków stacji nadawczej, w dwóch znajdowały się mieszkania personelu, a trzeci zawierał urządzenia techniczne stacji. Te urządzenia to - nadajnik wraz z systemem zasilania z maszynowymi przetwornicami napięć i prostownikami, systemem chłodzenia wodnego lamp mocy, zespół sterowania i kontroli stacji oraz stół kontrolny.

4. Zasięg stacji ślaskich, IX 1939

         Dotychczasowa stacja nadawcza przy ul. Radiowej wraz z dwiema wieżami antenowymi, została zlikwidowana w latach 1936 i 1937. Wówczas, pozostająca tutaj rozgłośnia, sterująca pracą stacji nadawczej, została przez firmę Lorenz znacznie rozbudowana oraz zmodernizowana. 
W drugiej połowie lat 30-tych, rozgłośnia gliwicka, tak jaki i inne rozgłośnie, poddana została silnej, centralnej propagandzie hitlerowskiej i pozbawiana stopniowo programów lokalnych.

5. Fragmenty wystąpienia Kanclerza Rzeszy na odprawie dowódców Wehrmachtu w Obersalzbergu 22 i 23 sierpnia 1939

         To właśnie na tej stacji, 31 sierpnia 1939 roku, miał miejsce tzw. „incydent gliwicki”.
Akcja została zorganizowana i przeprowadzona przez niemiecką Służbę Bezpieczeństwa (SD). Około godziny 20.00 sześcioosobowa grupa uzbrojonych i ubranych po cywilnemu funkcjonariuszy wtargnęła do pomieszczenia pracującej stacji nadawczej. Po sterroryzowaniu personelu usiłowali nadać krótki komunikat, który jako polski oddział powstańczy miał wzywać do walki z Niemcami. Napastnicy nie potrafili jednak przeprowadzić transmisji ze stacji nadawczej i w eter nie został wysłany żaden komunikat. Wszystko odbyło się szybko i napastnicy odjechali bez strat. W radiostacji pozostał jednak, przywieziony i zamordowany tutaj, przez specjalny oddział Gestapo, rzekomy uczestnik napadu. Akcja, której zasadniczym celem było obciążenie Polski odpowiedzialnością za wybuch wojny, była kompletnym fiaskiem. W prasie nie pojawiły się wiarygodne materiały dotyczące tego incydentu. Zresztą, już po kilku godzinach, niemiecka machina wojenna ruszyła na Polskę i te wiadomości skupiły zainteresowanie opinii w Europie.

6. Trasa napastników wewnątrz budynku (parter)

7. Spiker "odczytujący" odezwę. Kadr z filmu Der Fall Gleiwitz, DEFA 1961

           
           Stacja nadawała jeszcze do końca 1939 roku, po tym czasie, rolę stacji górnośląskiej przejęła zaanektowana przez Niemców, nowocześniejsza polska stacja radiowa w Katowicach.
Radiostacja gliwicka szczęśliwie przetrwała wojnę, a także oswobodzenie w styczniu 1945 roku.
Po remoncie, pod koniec 1945 roku, rozpoczęła nadawanie programu Polskiego Radia Katowice, co trwało do początku lat 50-tych.
Od roku 1952 do 1956 stacja wykorzystywana była także jako „zagłuszarka” polskojęzycznych rozgłośni „zza żelaznej kurtyny” (RWE, BBC, Głosu Ameryki i innych).
W roku 1958 zlikwidowano radiostację w Gliwicach (Radiostacja Katowice. Oddział w Gliwicach), a powstała na jej bazie jednostka (Grupa Remontowa – Montażowa) zajęła się produkcją radiowych nadajników średniofalowych. Później następują kolejne reorganizacje – ZARAT, Oddział CLR.
W 2002 roku obiekt zakupiło od TP S.A. miasto Gliwice, a w roku 2005 przekazało jego dla Muzeum w Gliwicach. Obecnie radiostacja będąca oddziałem Muzeum jest stale udostępniona dla zwiedzających. W budynku technicznym można zobaczyć salę urządzeń wraz z wyposażeniem z końca lat 30-tych – nadajnik, zespół sterowania i kontroli oraz stół kontrolny.
W roku 2009 otoczenie wieży zostało przekształcone w 3-hektarowy ogólnodostępny park. Należy podkreślić, że jest to prawdopodobnie najwyższa na świecie drewniana wieża antenowa –  111 m. wysokości. Niestety obwieszona jest wieloma nowymi antenami radiokomunikacyjnymi.
Konstrukcja otrzymała system iluminacji oraz oświetlenie reflektorami i pięknie prezentuje się po zmroku.

Autor opracował obszerną monografię historyczną gliwickiej radiostacji. Zawiera ona 162 stron tekstu oraz 376 dobrej jakości ilustracji, Poniżej spis treści oraz trzy fragmenty opracowania.



SPIS TRESCI

Do Czytelnika                                                                                      1 str.
Wstęp                                                                                                   1 str.
Introduction                                                                                         1 str.
Vorwort                                                                                                1 str. 
                                                                                                            ---------
                                                                                                               4 str.
                                                                                Część I

1. Narodziny radia                                                                               4 str.     15 ilustr.
2. Radiofonia niemiecka 1923-1945                                              10 str.     34 ilustr.
3. Radiofonia śląska 1924-1945                                                       3 str.     27 ilustr.
4. Radiofonia polska 1925-1945                                                       9 str.     42 ilustr.
5. Systemy anten nadawczych                                                          9 str.    14 ilustr.
                                                                                                               -------------------------
                                                                                                               35 str.  132 ilustr.

                                                                                Część II

6. Historia pierwszej gliwickiej stacji radiowej 1925-1935           36 str.    17 ilustr.
7. Technika pierwszej gliwickiej stacji radiowej 1925-1935           2 str.      9 ilustr.
8. Historia drugiej gliwickiej stacji radiowej 1935-1945                  5 str.    26 ilustr.
9. Technika drugiej gliwickiej stacji radiowej 1935-1945             24 str.  109 ilustr.
                                                                                                               --------------------------
                                                                                                               37 str.  161 ilustr

                                                                                Część III

10. Incydent gliwicki 31 sierpnia 1939 roku                                   31 str.    15 ilustr.
                                                                                                              --------------------------

                                                                                Część IV

11. Radiofonia polska po 1945 roku                                                  5 str.   10 ilustr.
12. Radiofonia górnośląska po 1945 roku                                        6 str.   18 ilustr.
13. Zagłuszanie radiowe                                                                      5 str.   11 ilustr.
14. Koniec pracy radiostacji                                                                3 str.   29 ilustr.

Przypisy                                                                                                19 str.      -
Biogramy                                                                                                3 str.      -
Spis ilustracji                                                                                       12 str.      -
Wykaz źródeł                                                                                         2 str.      - 
                                                                                                             ---------------------------
                                                                                                             55 str.     68 ilustr.  
                                                                                                            ==============
                                                                                                           162 str.  376 ilustr.


SIECI SYNCHRONICZNE – FALE WSPÓLNE (GLEICHWELLEN)

          W roku 1925 z inicjatywy BBC państwa europejskie powołały do życia Międzynarodową Unię Radiofoniczną UIR z siedzibą w Genewie, a członkami zostały krajowe organizacje radiofoniczne. Na II Kongresie UIR, w roku 1926, dokonano po raz pierwszy podziału fal średnich, wykorzystywanych wówczas przez radiofonię i obejmujących pasmo 200-600 m. Rozdzielono wówczas m.in. 83 fale wyłączne, tj. takie, które mogły być zajmowane tylko przez jedną stację, a poszczególne kraje otrzymały następujące liczby fal: Niemcy – 12; Wielka Brytania i Francja – 9; ZSRR, Włochy, Hiszpania i Szwecja – 5; Polska – 4 itd. Podział ten wskazuje na uprzywilejowaną pozycję radiofonii niemieckiej.
Gwałtowny rozwój radiofonii w Europie oraz w USA spowodował szybki wzrost ilości stacji. Wymuszało to dokonywanie niezbędnych korekt w rozdziale fal radiowych. Ostatnia przed wybuchem II wojny konferencja odbyła się w roku 1939 w Montreux (Szwajcaria), a opracowany nowy plan  miał obowiązywać od 4 marca 1940 roku.
Najtrudniejszym zagadnieniem był rozdział fal średnich. Pasmo to obejmowało już teraz zakres 190-600 m, tj. 1.580-500 kHz. Niezbędna szerokość pasma dla jednej stacji wynosiła 9 kHz, z czego wynika, że na falach średnich mogło w Europie pracować niezależnie, bez wzajemnych zakłóceń tylko 120 stacji. Aby umożliwić słuchaczom niezakłócony odbiór, UIR przydzielała już niewiele fal wyłącznych. Konieczne stało się przydzielanie fal współdzielonych dla kilku nadawców, znacznie oddalonych od siebie, których wzajemne zakłócanie było pomijalne. Jednak to rozwiązanie nie mogło zaspokoić rosnących potrzeb radiofonii, ponieważ ilość fal przydzielonych dla jednego kraju była nadal niewystarczająca dla uruchamiania wielu stacji regionalnych.
Rozwiązanie tego problemu przyniósł postęp techniczny w postaci opracowania, tzw. sieci synchronicznych. Jako pierwsza wprowadziła takie sieci Wielka Brytania (system Marconiego), a następnie kilka krajów europejskich, w tym Niemcy (system firm Lorenz oraz Telefunken). Praca w sieci synchronicznej pozwoliła na uzyskanie tzw. Fali Wspólnej. Na fali wspólnej stacje nadawcze pracowały w sieci synchronicznej, składającej się z kilku stacji, położonych w jednym regionie, w którym wszystkie nadajniki pracowały na jednej częstotliwości, a także nadawały ten sam program. Są to dwa podstawowe warunki niezakłóconego odbioru radiowego w regionie. Wymagało to zastosowania złożonych rozwiązań technicznych i organizacyjnych, umożliwiających pracę synchroniczną sieci. Do tych pierwszych należała synchronizacja generatorów wielkiej częstotliwości, sterujących pracą nadajników sieci. W sieci, ze „stacji matki”, sygnał synchronizujący  przekazywany był drogą kablową do „stacji córek”, gdzie synchronizował częstotliwość oraz fazę generatorów kwarcowych. Natomiast rozwiązanie organizacyjne polegało na zapewnieniu jednoczesnego dostarczenia do każdej stacji wspólnego sygnału modulującego (tzn. audycji), tak aby mógł on być równocześnie nadawany przez te stacje. Do 1939 roku uruchomiono w Niemczech 5 fal wspólnych, a później – z powodu powstawania nowych stacji – ich ilość jeszcze wzrosła, zmieniała się także konfiguracja sieci synchronicznych. Na skalach odbiorników radiowych fale te oznaczano m.in. Gl.W. np. Schl.Gl.W. – Śląska Fala Wspólna.
 

8. Niemieckie sieci synchroniczne, VIII 1939 r.


           W planach Międzynarodowej Unii Radiofonicznej – UIR, Śląska Fala Wspólna pojawiła się w 1934 roku. Stacją główną (Hauptsender) Śląskiego Okręgu Radiowego (Schlesischer Sendebezirk) była rozgłośnia wrocławska. Nie pracowała ona jednak na fali wspólnej (243,7 m), lecz na fali własnej (315,8 m). Początkowo na fali wspólnej pracowała tylko jedna stacja pomocnicza – Gliwice, gdzie w grudniu 1935 została oddana do użytku nowoczesna stacja radiowa, przystosowana już do pracy synchronicznej wg systemu Telefunkena. Sieć synchroniczna śląskiej fali wspólnej rozpoczęła pracę w lipcu 1937 roku, kiedy to przystąpiła do niej, uruchomiona właśnie, druga stacja pomocnicza – Görlitz. W roku 1939, należąca już do Rzeszy stacja Troppau w Opawie (Opava) została włączona do śląskiego okręgu radiowego, a następnie do sieci synchronicznej i rozpoczęła pracę na śląskiej fali wspólnej. Tak więc stacja gliwicka od lipca 1937 roku pełniła rolę „stacji matki” i synchronizowała pracę „stacji córki” – nadajnika stacji Görlitz, a od listopada 1939 roku także drugiej „stacji córki” – nadajnika stacji Troppau.
Odbiór w dalszej odległości, szczególnie wieczorem i w nocy, możliwy wcześniej na fali odbitej, teraz stał się utrudniony, ponieważ był zakłócany przez interferencje z pozostałymi stacjami sieci pracującymi na tej samej fali. Praktycznie jednak odbiór śląskiej fali wspólnej przebiegał bez żadnych problemów, a zasięg odbioru obejmował cały Śląsk.
Od końca listopada 1939 roku śląski okręg radiowy składał się z Reichssender Breslau oraz trzech stacji pomocniczych: Görlitz, Troppau oraz Kattowitz, natomiast stacja Gleiwitz zakończyła wówczas pracę programową. Musiała działać jednak nadal, pełniąc rolę „stacji matki” w śląskiej sieci synchronicznej.


WIEŻE ANTENOWE

          Wieże antenowe stosowane od początku lat 1920. były stalowymi konstrukcjami kratowymi rzadziej rurowymi i służyły do zawieszania anten poziomych dominujących wówczas w technice nadawczej. Pierwsza wysoka, stalowa wieża kratowa – 138 metrów, postawiona została na stacji Berlin – Witzleben we wrześniu 1925 roku, w listopadzie, zamontowano dwie wieże o wysokości 75 metrów w Gliwicach. Jeszcze w 1925 roku po dwie stalowe 100 metrowe wieże stanęły w Hamburgu i Wrocławiu. Budowle tego typu stosowane były w Niemczech jeszcze w latach 1930.
Powody stosowania wież drewnianych podano w poprzednich częściach dotyczących anten. Na wstępie należy zaznaczyć, że cała historia drewnianych wież antenowych dotyczy wyłącznie Niemiec. Konstrukcje drewniane, poza kilkoma wyjątkami, nie znalazły zastosowania w żadnym kraju europejskim ani w USA. Tam rozwój skierował się w stronę budowy masztów i wież stalowych, produkowanych fabrycznie, taniej i szybciej.
Budowę wież drewnianych rozpoczęto już pod koniec lat 1920., a pierwszą pojedynczą wieżę o wysokości 140 metrów, która była prototypem dużych wież drewnianych, postawiono w roku 1932 na stacji Wrocław – Żórawina. W następnych latach budowano kolejne tego typu wieże przewyższające nawet 140 metrową konstrukcję – Berlin, Hamburg, Monachium, Mühlacker i Lipsk. Jednak najwyższą konstrukcją była 190 metrowa wieża w Mühlacker k. Stuttgartu, wzniesiona w 1933 roku. W sierpniu 1934 roku została wybudowana 160 metrowa wieża w Langenberg, która już w październiku następnego roku została zniszczona przez huragan. Fakt ten był początkiem wycofywania się z budowy wież drewnianych, był także prawdopodobnie bezpośrednim powodem wzmocnienia konstrukcji wieży w Gliwicach.

9. Konstrukcja modrzewiowej wieży, 1980

 

            Przypomnijmy tu zastrzeżenia części niemieckich oraz zagranicznych konstruktorów budowlanych dotyczących wysokich konstrukcji drewnianych. Głównym z nich był fakt, że nie były one konstrukcjami powtarzalnymi i nadającymi się do seryjnej produkcji maszynowej. Każdy wyrób był produktem jednostkowym, wykonywanym przez różne firmy, dla których była to produkcja uboczna, zobacz firma budowlana Christoph & Unmack AG, Niesky OL [5.1]. Projekt oraz wyrób i montaż był długotrwały i wymagał zaangażowania wyspecjalizowanego personelu. Zastrzeżenia budziła przede wszystkim statyka konstrukcji. Istniały obawy dotyczące trwałości konstrukcji, jej podatności na szkodniki (robaki i grzyby) oraz bezpieczeństwo pożarowe. Wymagało to stosowania częstej oraz trudnej konserwacji drewna. Materiał ograniczał długość stosowanych belek i wymuszał użycia dużej ilości złożonych profili, a także elementów łącznikowych. Wszystko to powodowało, że koszt produkcji, montażu oraz eksploatacji wież drewnianych o wysokości ponad 30-40 metrów był wyższy niż analogicznych konstrukcji stalowych.
Eksploatacja wież potwierdziła niestety obawy oponentów dotyczące konstrukcji. Po zniszczeniu przez wichurę w roku 1930, wież na stacji Monachium – Stadelheim wykonanych z drewna sosny niemieckiej (deutsches Kiefernholz) zrezygnowano ze stosowania tego rodzaju drewna. Poczta rekomendowała wówczas użycie drewna amerykańskiej sosny smołowej (Peachkiefernholz) oraz drewna modrzewia syberyjskiego (Lärchenholz). Wieża 93 metrowa na stacji Szczecin, po dwóch latach eksploatacji musiała zostać rozebrana z uwagi na zniszczenia spowodowane przez szkodniki drewna. Na stacji Lipsk Wiederau – Pegau wieże zostały zniszczone na skutek pożaru wywołanego uderzeniem pioruna. Zdarzały się wypadki obniżania wysokości wież, a także zastępowania konstrukcji drewnianych przez stalowe.

Ogółem w Niemczech w latach 1920. i 1930. wybudowano 53 drewniane wieże antenowe, a w latach 1940. nie były już budowane. Natomiast stalowych wież i masztów antenowych do zakończenia wojny postawiono nieco więcej – 57 konstrukcji.
Przegląd drewnianych konstrukcji wieżowych przedstawia opracowana tabela.
Działania wojenne spowodowały zniszczenie wielu kompletnych obiektów, a ich zagłada była w większości dziełem wojsk niemieckich. Wielką stratą było zniszczenie najwyższej 190 metrowej wieży na stacji Stuttgart – Mühlacker, mogącej być chlubą niemieckich budowniczych. Wojnę przetrwało 11 wież drewnianych, niektóre z nich używane były jeszcze w latach 1950. i 1960., a do roku 1983 stała 156 metrowa drewniana wieża stacji Monachium – Ismaning. Potem rekord dzierżyła 140 metrowa wieża na stacji Wrocław – Żórawina, dopóki nie została rozebrana w 1990 roku.

Ale tylko jedna z nich – wieża antenowa w Gliwicach o wysokości 111 metrów stoi od 1935 roku i jest użytkowana do chwili obecnej.
 

GLIWICKA MISTYFIKACJA - INCYDENT W MEDIACH

            Przygotowania do incydentu, jego przebieg oraz aspekty techniczne zostały szczegółowo przedstawione w części III opracowania.
Napisanie rozdziału o incydencie gliwickim okazało się bardzo trudnym zadaniem i to z uwagi na nadmiar materiałów. Istnieje sporo publikacji w różnych językach, dotyczących radiostacji w Gliwicach. Jednak właściwie wszystkie skupiają się tylko na fragmencie jej historii i to wcale nie najważniejszym – incydencie w radiostacji gliwickiej 31 sierpnia 1939 roku. Incydent był jednak niewielką częścią jej wieloletniej historii. Był także epizodem, jednym z wielu, które rozegrały się w tamtych nazistowskich czasach. Wbił się jednak w pamięć pokoleń dzięki licznym medialnym opowieściom.
Poniżej znajdują się główne fragmenty tych opowieści oraz dokumentów, pokazujące z jaką materią przyszło się zmierzyć i z jakimi uznanymi historykami. Teksty przytoczone są chronologicznie i opatrzone komentarzami autora (I-V).
Strona www zawiera tylko część tekstów opracowania.
 

10. Artykuł z krakowskiego Ilustrowanego Kuryera Codziennego, 3 wrzesień 1939


1. Przesłuchania Alfreda Naujocksa przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym, Norymberga 1945-1946

Dopiero podczas prac Trybunału w Norymberdze opinia publiczna dowiedziała się szczegółów o gliwickim incydencie, o jego sprawcach oraz wykonawcach. Oryginalne dokumenty dostępne są na stronach National Archives USA. Pełne oświadczenie złożone pod przysiegą 19 listopada 1945 r., dotyczące tylko incydentu gliwickiego z 1939 roku zawiera przypis [10.3].
Jest to pierwsza relacja Naujocksa z przebiegu akcji w Gliwicach. Mówił w niej mało o przygotowaniach oraz o przebiegu, nie wspominał również swoich podkomendnych. Natomiast późniejsze jego relacje są coraz barwniejsze, ale chyba także coraz mniej prawdopodobne.

I. Protokół przesłuchania w języku angielskim zawiera termin: emergency microphon (mikrofon awaryjny), natomiast zapis w języku niemieckim to – Notsender (nadajnik zapasowy/awaryjny). Tę dwoistość określeń Naujocksa można wytłumaczyć. Nadajnik radiowy emituje program wykorzystując przyłączony do niego mikrofon. W przypadku gliwickim napastnicy próbowali początkowo wykorzystać mikrofon awaryjny zainstalowany w studiu awaryjnym. Po niepowodzeniu, w następnej próbie, skorzystali ze znalezionego w szafce mikrofonu kontrolnego, który podłączyli do stojaka urządzeń stojącego naprzeciwko nadajnika – zobacz ilustr. 9.1.03. Naujocks sądził wówczas, że znajduje się tutaj m.in. nadajnik zapasowy, a jego przeświadczenie wynikało z powierzchownej wiedzy radiowej zdobytej podczas przeprowadzenia w Czechosłowacji napadu na radiostację „Czarnego Frontu”, w styczniu 1935 roku.

3. Runzheimer Jürgen, Der Überfall auf den Sender Gleiwitz im Jahre 1939, „Vierteljahrshefte für Zeitgeschichte”, München 1962

W październiku 1962 roku, w nr 4 Kwartalnika Historycznego  wydanym przez Institut für Zeitgeschichte, München (Instytut Historyczny w Monachium) ukazał się artykuł pracownika naukowego Instytutu Pedagogicznego w Weilburgu – Jürgena Runzheimera pt. Incydent w gliwickiej radiostacji w 1939 roku. Było to pierwsze opracowanie historyka dotyczące gliwickiego incydentu. Poniżej tylko kilka ciekawszych fragmentów tego opracowania.
»1. Krótko przed godziną dwudziestą, pięciu ludzi w cywilnych ubraniach wkroczyło do maszynowni i po schodach skierowało się do sali nadajnika. Wychodzący im naprzeciw Foitzik został mocno poturbowany. Z tego powodu został później wysłany na 4-tygodniowy urlop zdrowotny do Zakopanego.
2. Cały trzyosobowy personel, wraz z policjantem, napastnicy zaprowadzili przez maszynownię do piwnicy, a jeden z nich objął straż.
3. Następnie jako pierwszego napastnicy przyprowadzili na górę Nawrotha i zażądali wyjaśnień dot. sposobu obsługi urządzeń technicznych (I). Stanowczo odmówił. Twierdził przy tym, że nadawanie jest możliwe tylko poprzez linię kablową z urzędu telekomunikacyjnego.
4. Po powtórnym doprowadzeniu Nawrotha do sali nadajnika okazało się, że napastnicy odnaleźli właśnie w szafce narzędziowej mikrofon do zapowiedzi burzowych (Mikrofon für die Gewitteransage), (II). Ale i tym razem Nawroth wyjaśnił, że podłączenie go nie jest tutaj możliwe. Ponownie pobity, zapędzony został z powrotem do piwnicy. Pomimo tego napastnikom udało się jednak włączyć mikrofon i nadać wezwanie.
5. W budynku obok, w mieszkaniu kierownika radiostacji, wiadomości wieczornych słuchała żona. Słysząc dobiegające z głośnika dziwne trzaski (III), zwróciła uwagę mężowi, że w radiostacji dzieje się coś dziwnego. Wówczas pobiegł on do radiostacji, wszedł do budynku od strony południowej i zajrzał do sali nadawczej, ale widząc wewnątrz obcych ludzi, z których jeden zagroził mu pistoletem, szybko się wycofał. Z mieszkania natychmiast powiadomił telefonicznie pogotowie policyjne oraz przełożonego z urzędu telekomunikacyjnego. Nieoczekiwana interwencja kierownika spowodowała skrócenie i przerwanie nadawania odezwy, które i tak miało się już ku końcowi.
6. „Konserwa” dostarczona do radiostacji przez gestapo została zastrzelona na miejscu przez ludzi Naujocksa.
7. Napastnicy opuszczając teren zapomnieli o jednym ze swoich ludzi, który pilnował w piwnicy personelu stacji. W tym czasie przechodzący przypadkiem ulicą funkcjonariusz SD wszedł na obiekt i skierował się do budynku stacji. Tam próbował zatrzymać uciekającego człowieka, a po wezwaniu „Ręce do góry”, zastrzelił go. Członkowie załogi widzieli przebiegającą pod oknem maszynowni osobę, a potem usłyszeli strzał. Człowiek ten został zastrzelony na miejscu już po ucieczce napastników. Podczas identyfikacji zarówno Kotz jak i Foitzik nie mieli wątpliwości i rozpoznali w zabitym „wartownika” pilnującego ich w piwnicy.
8. Podczas przesłuchania pracowników, bezpośrednio po napadzie, zobowiązano ich do zachowania tajemnicy pod groźbą sankcji karnych, w tym nawet zesłania do obozu koncentracyjnego.
9. Sprawa podłączenia mikrofonu nie została do końca wyjaśniona. Zachodzi podejrzenie, że z napastnikami pod przymusem współpracował Nawroth. Zaprzecza temu stanowczo Naujocks: „Sami włączyliśmy ów mikrofon burzowy (Gewittermikrofon), który znajdował się na każdej stacji i nadaliśmy odezwę pomimo powstałych początkowo zakłóceń. Wystarczyło do tego tylko kilka ruchów rąk, aby akcja się powiodła”. Nie potwierdza tego były kierownik radiostacji, mówiąc, że zestawić prawidłowo podłączenie mikrofonu mogła tylko osoba przeszkolona w takiej nowego typu radiostacji. Jednak w jaki sposób przebiegała manipulacja techniczna i nadawanie odezwy wyjaśnić mogli tylko sami uczestnicy zdarzenia. Naujocks nie wdawał się w szczegóły i twierdził tylko stanowczo, że cała akcja przebiegła zgodnie z opracowanym planem.
10. Sprawa zastrzelenia w radiostacji jednego z napastników już po ucieczce grupy Naujocksa jest bardzo wątpliwa. On sam zdecydowanie stwierdzał, że jego oddział powrócił z akcji w komplecie.
11. Naujocks w rozmowach z autorem starał się nie obciążać nikogo i nie wymienił nazwiska żadnej z osób uczestniczącej w zajściu«.

I. Napastnicy początkowo zażądali wyjaśnień dot. sposobu obsługi urządzeń technicznych, a nie podłączenia mikrofonu. Następnie znaleźli mikrofon kontrolny, podłączyli go i odczytali odezwę.
II. Mikrofon burzowy (Gewittermikrofon), ta nazwa pojawiła się w słownictwie radiotechnicznym po raz pierwszy i występuje tylko w kontekście radiostacji Gliwice.
III. W mieszkaniu kierownika, z głośnika dobiegały tylko dziwne trzaski, nie było słychać żadnego wezwania.

5. Chronik des Rundfunksenders Gleiwitz oprac. Erich Nittritz, „Gleiwitzer-Beutchener-Tarnowitzer Heimatblatt”, Steinheim 1964

W numerach 6-8 z 1964 roku miesięcznika „Gleiwitzer-Beutchener-Tarnowitzer Heimatblatt”, wydawanego przez Dewisch Hanau, ukazał się trzyczęściowy artykuł emerytowanego wyższego urzędnika pocztowego, byłego wieloletniego kierownika technicznego radiostacji pt. Kronika radiostacji w Gliwicach. Poniżej kilka ciekawszych fragmentów artykułu.

»1. Około 21 sierpnia 1939 r. wprowadzono ochronę całego obiektu w sile 12 ludzi plus dowódca. Po tygodniu, 28 sierpnia, zdjęto pocztową ochronę obiektu, zastępując ją ochroną policyjną w składzie 6 osób plus dowódca. Jednak już po trzech dniach, 31 sierpnia około godziny 16.00 pojawiła się nowa sekcja policyjna w składzie 3 funkcjonariuszy oraz ich dowódca; poprzednia ochrona została wycofana. Cały obiekt łącznie z wieżą patrolowany był przez dwóch posterunkowych, natomiast jeden wraz z dowódcą przebywał na wartowni.
2. Około dziewiętnastej, jeden z funkcjonariuszy przyszedł do sali nadawczej aby, jak to określił zorientować się na miejscu w sytuacji. W sali znajdował się dyżurny radiotechnik Nawroth oraz dyżurny maszynista Kotz, przyszedł także dozorca obiektu Foitzik. Wszyscy oczekiwali na wieczorne wiadomości.
3. Krótko przed 20.00, pomiędzy szklanymi ścianami dostrzegli pięciu ludzi ubranych po cywilnemu, wchodzących po schodach od strony maszynowni. Naprzeciw nim wyszedł Foitzik, ale natychmiast on i pozostałe osoby zostali sterroryzowani pistoletami. Po dokładnym skrępowaniu, wszystkich odprowadzono pod strażą do piwnicy.
4. Po niedługim czasie przyprowadzono dyżurnego technika Nawrotha i zapytano: „W jaki sposób można nadać komunikat przez nadajnik?” (I). Wyjaśnił, że jest to możliwe jedynie poprzez linię przychodzącą z urzędu telekomunikacyjnego. Powtórnie przyprowadzono Nawrotha, który zauważył, że napastnicy właśnie odnaleźli w szafie narzędziowej ręczny mikrofon, służący do zapowiedzi burzowych. Nawroth odmówił podłączenia tego mikrofonu (II), mówiąc, że nie wie jak to zrobić, ponieważ dopiero od niedawna pracuje w radiostacji. Następnie został z powrotem zapędzony do piwnicy.
5. Teraz napastnicy musieli sami podłączyć ten mikrofon, orientując się na podstawie oznaczeń na stojaku wzmacniacza nadawczego. W końcu udało im się przerwać połączenie linii modulacyjnej, przesyłającej program z Wrocławia. Zostało to natychmiast zauważone na stacji wzmacniakowej przy Niederwallstrasse (ul. Dolnych Wałów), skąd zatelefonowano korzystając z linii służbowej. Odebrał jeden z napastników i stwierdził tylko: „Störung!” („Zakłócenia!”).
6. W tym samym czasie żona kierownika Klose, słuchająca programu, zauważyła przerwę oraz trzaski. Kierownik zaczął przysłuchiwać się uważnie i nagle, po krótkiej pauzie usłyszał: „Achtung! Hier ist Gleiwitz. Der Sender befindet sich in polnischer Hand ….” („Uwaga! Tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskim ręku…”) (III). Klose natychmiast pobiegł do budynku stacyjnego. Otworzył gwałtownie drzwi do sali nadawczej i ujrzał tam obcych ludzi manipulujących przy stojaku (IV). Jeden z nich skierował w niego pistolet, wówczas Klose uderzył napastnika ciosem sierpowym (sic!) i wybiegł z powrotem do mieszkania. Natychmiast zatelefonował do Pogotowia Policyjnego oraz do naczelnika Pocztowego Urzędu Telekomunikacyjnego. Nagła interwencja Klosego przeszkodziła napastnikom w akcji. Zdołali jeszcze krzyknąć do mikrofonu w języku polskim: „Niech żyje Polska!” i opuścili salę nadawczą tą samą drogą, którą przybyli.
7. Zapomnieli jednak o swoim strażniku pilnującym więźniów w piwnicy. Przechodzący przypadkowo obok radiostacji funkcjonariusz SD wszedł do budynku technicznego i przy wejściu do maszynowni natknął się na pozostawionego napastnika, który pomimo wezwania próbował uciekać, został więc zastrzelony przez funkcjonariusza. Zwłoki zastrzelonego leżały w maszynowni.
8. Wkrótce kierownik udał się do budynku radiostacji, tam po zatrzymaniu przez funkcjonariusza i po sprawdzeniu tożsamości został wpuszczony do sali nadajnika. Teraz dopiero przybyło Pogotowie Policyjne i rozpoczęło swoje czynności. Propozycja Klosego aby wznowić nadawanie programu została odrzucona i dopiero ok. godziny 23.00 radiostacja podjęła nadawanie programu. Następnego dnia rozpoczęły się przesłuchania załogi przez przybyłego z Berlina przedstawiciela Ministerstwa Poczty Rzeszy. Jednak wyniki tego dochodzenia nigdy nie zostały opublikowane.
9. Także radiostacja gliwicka w swoim programie w ogóle nie zauważyła tego incydentu, przez co przyczyniła się także do szerzenia rozmaitych przypuszczeń oraz pogłosek«.

I – Napastnicy pytali najpierw, jak można nadać komunikat przez nadajnik.
II – Gdy po raz drugi przyprowadzili Nawrotha, zauważył on, że odnaleźli w szafce narzędziowej mikrofon kontrolny i pytali, jak go podłączyć. Nie otrzymali odpowiedzi.
III – W mieszkaniu kierownika "słyszany" był komunikat w języku niemieckim. Jednak w publikacji historyka Runzheimera wydanej 2 lata wcześniej stwierdzono, że nie było komunikatu, a tylko trzaski.
IV – W czasie nadawania odezwy Klose zobaczył w sali nadawczej obcych ludzi manipulujących przy stojaku kontrolnym, co oznaczałoby, że odezwa nie była wówczas nadawana.

8. Spiess Alfred, Lichtenstein Heiner, Unternehmen „Tannenberg”. Der Anlass zum zweiten Weltkrieg, Wiesbaden 1979

W 1979 roku została wydana w Niemczech pierwsza książka dot. historii gliwickiego napadu, a w roku 1990 ukazał się jej polski przekład pt. Akcja „Tannenberg”. Pretekst do rozpętania II wojny światowej. A. Spiess był emerytowanym prokuratorem, który zajmował się ściganiem niemieckich zbrodniarzy wojennych. Natomiast H. Lichtenstein to dziennikarz i publicysta. Jest to jak dotąd najlepsze opracowanie historyczne. Poniżej tylko kilka ciekawszych fragmentów tej książki.

»1. Kierownik placówki Gestapo w Opolu SS-Sturmbannfüher E. Schaefera: Z Heydrichem i jego ludźmi spotkałem się na lotnisku w Prudniku. Pojechaliśmy do hotelu „Haus Oberschlesien” w Gliwicach, gdzie zamieszkała cała grupa. Wieczorem w barze hotelowym omawiano całą sprawę.
2. Kierowca Naujocksa, Fedor J.: Zawiozłem N. i kilka innych osób ciężarówką do Gliwic. Jechał z nami jeszcze jeden samochód. Pamiętam nazwisko dr Sch., który został wcielony do naszej grupy jako untersturmführer.
3. Oddział uzbrojony był w pistolety maszynowe i pistolety.
4. Kierownik komisariatu granicznego w Gliwicach, Egon N.: Na jakieś trzy do czterech dni przed wybuchem wojny Naujocks powiedział mi, że wieczorem tego dnia, podczas nadawania wiadomości, na radiostację gliwicka zostanie dokonany napad i to rzekomo przez Polaków. Jednak będzie to zainscenizowana akcja przeprowadzona przez jego grupę, wówczas zostanie odczytana odezwa w języku polskim.
5. Na krótko przed 20.00, po opanowaniu radiostacji, specjalista radiowy dr Sch. intensywnie starał się uruchomić mikrofon (I). Ponieważ mu się to nie udawało rozpoczęto poszukiwanie mikrofonu burzowego (II), który znaleziono w szafce narzędziowej. W końcu doktorowi Sch. udało się podłączyć mikrofon do końcówki wzmacniacza wyjściowego, według oznaczeń na aparaturze.
6. Teraz wygłoszono przygotowaną odezwę w języku polskim. Nieznany jest dosłowny tekst, ale była w nim mowa o zajęciu radiostacji przez polskich powstańców. Wg Nittritza – na trzaski przy przełączaniu zwróciła uwagę kierownikowi stacji jego żona. Po krótkiej przerwie Klose usłyszał z głośnika: „Achtung! Hier ist Gleiwitz. Der Sender befindet sich in polnischer Hand... (Uwaga! Tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskim ręku…)”. Pobiegł wówczas do radiostacji i w studiu nadawczym zobaczył manipulujących obcych mężczyzn. Jeden z nich przystawił mu pistolet, ale Klose uderzył go „sierpem” i wybiegł. Zaskoczeni tym napastnicy zakończyli odezwę okrzykiem w języku polskim: „Niech żyje Polska” i opuścili studio (III).
7. Wg Fedora J.: Nagle do studia chciał wejść jakiś mężczyzna, gdy nas zobaczył natychmiast zamknął ponownie drzwi. Było to już chyba pod koniec audycji. Naujocks nie przedsięwziął żadnych kroków w związku z tym nieprzewidzianym pojawieniem się mężczyzny.
8. Zaalarmowani polską audycją w radio, pojawili się wkrótce pierwsi policjanci z pobliskiego 4 rewiru.
9. Nazajutrz po powrocie do Berlina Naujocks złożył meldunek o wykonaniu rozkazu. N.: Miałem przy tym ostry spór z Heydrichem, który nic nie usłyszał przez odbiornik nastawiony na Gliwice.
10. W prasie nie ukazały się ani fotografie, ani nazwiska rzekomych powstańców«.

I – Dr Sch. początkowo starał się uruchomić mikrofon awaryjny.
II – Następnie napastnicy znaleźli w szafce narzędziowej mikrofon kontrolny i po podłączeniu go do aparatury „nadali” odezwę w języku polskim. Jednak nadanie czegokolwiek nie było możliwe, ponieważ ten mikrofon nie zapewniał tego, służył tylko do kontroli toru akustycznego – zobacz rozdział 9.5. Zespół sterowania i kontroli.
III – Odezwa "słyszana" była w mieszkaniu kierownika stacji w języku niemieckim, a tylko ostatni zwrot po polsku.


11. Szefer Andrzej, Hitlerowska prowokacja w Gliwicach, Gliwice 1989

W 1989 roku Towarzystwo Przyjaciół Gliwic wydało niewielką książkę Andrzeja Szefera – Hitlerowska prowokacja w Gliwicach oraz Stodołach i Byczynie 31 sierpnia 1939 roku. Profesor był badaczem historii Śląska oraz autorem szeregu opracowań. Poniżej kilka ciekawszych fragmentów tej książki.

»1. Napastnicy udali się samochodami do rozgłośni (I).
2. Obsługa zobaczyła jak do drzwi maszynowni (były one widoczne poprzez trzy szklane ścianki, oddzielające studio od maszynowni) podchodziło pięciu mężczyzn w cywilu i po drabinie (Sic!) pomiędzy szklanymi ścianami wspinało się do studia (II). Uzbrojeni byli w pistolety maszynowe i rewolwery.
3. Ówczesna radiostacja w Gliwicach nie emitowała własnego programu. Wszystkie audycje przejmowała wzmacniająca stacja radiowa we Wrocławiu (III).
4. W studiu jeden z napastników usiłował uruchomić mikrofon, nie udało się to. Z korytarza pojedynczo przyprowadzano do studia pracowników radiostacji, aby udzielili informacji o obsłudze urządzenia. Nie uzyskali satysfakcjonujących wyjaśnień. Ludzie Naujocksa zaczęli więc szukać mikrofonu, przez który zapowiadano słuchaczom przerwanie audycji w czasie burzy. Wreszcie znaleziono mikrofon w szafie z narzędziami i podłączono go (IV).
5. Pracownik Klose, przebywający w domu, usłyszał z głośnika: Uwaga! Tu Gliwice. Rozgłośnia znajduje się w polskich rękach... .«

Znacznie ciekawsze informacje znajdują się w części „Od redakcji” – redaktor W. Błaszczyk:

»6. Grupa ubranych w polskie mundury pod dowództwem Naujocksa po sterroryzowaniu obsługi technicznej radiostacji nadała na fale eteru monotonny komunikat: - Tu polskie radio Gliwice. Bracia Ślązacy! Mówi do was dowódca polskiego korpusu ochotniczego górnośląskich powstańców. Nadszedł czas, kiedy chwyciliśmy za broń i idziemy na Wrocław uwolnić prastare polskie ziemie. Odezwa głosiła, że Gliwice są już w rękach polskich, wzywała do walki i mordowania wszystkich Niemców, którzy stawią opór, nawet kobiet i dzieci. Po tekście polskim fragmentami powtórzono tekst w języku niemieckim. Komunikat zakończono słowami - Niech żyje Polska.«

I – Napadu dokonano na radiostację, nie na rozgłośnię.
II – Napastnicy podchodzący do zamkniętych drzwi zewnętrznych nie mogli być widoczni dla obsługi. Pomiędzy szklanymi ścianami znajdowały się krótkie schody, prowadzące do sali nadawczej i tędy weszli intruzi (ilustr. 8.11); nie było możliwości ani potrzeby użycia drabiny. Pistolety maszynowe nie stanowiły wówczas uzbrojenia polskiego wojska.
III – Nieprawdziwe stwierdzenia.
IV – Nadawanie uruchomili dopiero z drugiego mikrofonu. Autor, tak jak wielu innych, nie rozumiał, że w radiostacji było studio (awaryjne), a sala nadawcza nie była studiem.
V – Kierownik radiostacji Klose słyszał w mieszkaniu inny komunikat niż odczytali napastnicy.
VI – Wstęp jest wyraźnie sprzeczny z treścią książki.

10. Davies Norman, Good’s Playground. A History of Poland, Londyn 1981

Brytyjski historyk o uznanej pozycji, profesor kilku uczelni, autor wielu prac dotyczących historii Europy, Wielkiej Brytanii i Polski. Za swoich kilkanaście publikacji na temat historii Polski otrzymał w kraju wiele odznaczeń i zaszczytnych tytułów. Jego książka Good’s Playground. A History of Poland, wydana w 1981 roku, przybliżyła historię Polski czytelnikom zagranicznym. Polskie wydania tego tytułu: Boże igrzysko. Historia Polski, począwszy od pierwszego w 1989 roku, aż do ostatniego w 2010 roku zawierają prawie niezmieniony opis gliwickiego incydentu. Warto zauważyć, że wcześniej ukazały się rzetelne opracowania historyczne tego tematu. Poniżej pełny fragment interesującego nas opisu.

»Rozdział XX. GOLGOTA. Polska w okresie drugiej wojny światowej (1939-1945)

       Drugą wojnę światową rozpoczął Sturmbannführer Alfred Helmut Naujocks z hitlerowskiej służby bezpieczeństwa (SD) 31 sierpnia 1939, o godzinie 8 wieczorem: poprowadził swój oddział do ataku na niemiecką radiostację w Gliwicach na Górnym Śląsku. Oddział składał się z kilkunastu kryminalistów, których w nadawanych kodem rozkazach określano kryptonimem „Konserwy” i którym w zamian za udział w akcji przyrzeczono zawieszenie wyroków. Po krótkim starciu ze strażnikami wpadli do jednego ze studiów, nadali nagrany po polsku patriotyczny program, odśpiewali porywającą pieśń, oddali kilka strzałów z pistoletów i wybiegli. Gdy tylko „Konserwy” znalazły się na zewnątrz budynku, wykosiła je do nogi salwa z karabinów maszynowych SS. Ich ciała, starannie przyodziane w nasiąknięte krwią polskie mundury, pozostawiono na miejscu, aby w odpowiednim czasie mogła je odnaleźć miejscowa policja. Nim minęła noc, świat obudziła zadziwiająca wiadomość, że Wojsko Polskie podjęło niczym nie sprowokowany atak na Trzecią Rzeszę«.

Tekst właściwie nie wymaga komentarza, autor nagromadził w nim same niedorzeczne historie. Ciekawostką jest zwrot: nadali nagrany (sic!) po polsku patriotyczny program. Także w wydanej 2008 roku książce Europa walczy 1939-1945. Nie takie proste zwycięstwo Norman Davies zamieszcza prawie analogiczny opis gliwickiego epizodu.
Tak przedstawiana historia incydentu w Gliwicach dociera do większości odbiorców w Polsce i za granicą. Przykładem tego są jedne z ostatnich pozycji angielskich historyków np. Richard Overy, 1939: Countdown to War, Londyn 2009. 1939. Nad przepaścią, Warszawa 2009 oraz Antony Beevor, The Second World War, Londyn 2012. Druga wojna światowa 1939-1945, Warszawa 2012.


13. Kaczmarek Ryszard, Górny Śląsk podczas II wojny światowej, Katowice 2006

W 2006 roku Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach zaprezentowało ww. książkę autorstwa profesora Ryszarda Kaczmarka, autora wielu publikacji historycznych. Poniżej przedstawiam kilka ciekawszych fragmentów dotyczących radiostacji Gliwice.

»1. Opracowanie najważniejszej prowokacji, mającej usprawiedliwić wojnę z Polską zlecono Głównemu Urzędowi Bezpieczeństwa Rzeszy (I).
2. Podczas narady 10 sierpnia Heydrich wydał dyspozycje dotyczące przygotowania 200 ludzi z obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen i zwłok 50 więźniów, w żargonie używanym podczas akcji tzw. konserw (II). Szef gestapo Müller nadzorował bezpośrednio całą akcję, przede wszystkim przygotowanie zwłok więźniów (ostatecznie wybrano 12 więźniów, którzy po przebraniu w polskie mundury i podaniu narkotyku mieli zostać zabici śmiertelnymi zastrzykami przez lekarza wybranego osobiście przez Himmlera).
3. Akcję przeprowadzono w nocy 31 sierpnia. Interwencja Müllera umożliwiła odcięcie kontaktu radiostacji z Wehrmachtem i miejscowymi posterunkami policji, które nie zostały poinformowane o tej ściśle tajnej akcji. Po dotarciu na miejsce esesmani Naujocksa obezwładnili portiera i przebywającego tam inżyniera Foitzeka, cały czas wydając komendy po polsku (III).
4. Druga część akcji okazała się jednak niewypałem. Przygotowany tekst wzywający do powstania polskiego na Górnym Śląsku odczytano łamaną polszczyzną i nawet oddawane w tle strzały nie nadawały zbytniej wiarygodności rzekomej rebelii polskich powstańców. Do tego nie potrafiono obsługiwać wszystkich urządzeń rozgłośni i apel wygłoszono przez mikrofon rezerwowy, tzw. burzowy, mający zasięg wyłącznie lokalny (IV).
5. Po odczytaniu wezwania esesmani rozrzucili przygotowane wcześniej ciała martwych więźniów. Tutaj też nie ustrzeżono się błędów. Jeden z nich został rozpoznany. Był to Franciszek Foniok, aresztowany przez SS dopiero 30 sierpnia. Wcześniej skatowany, został zastrzelony przed wejściem do gmachu rozgłośni, a zwłoki zostawiono w reżyserce do sfotografowania (V)«.

I – Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy – RSHA rozpoczął działanie dopiero w październiku 1939 roku.
II – Opis w tym punkcie nie dotyczy Gliwic, a dwóch innych akcji (Hochlinden i Pitschen). Lecz i w tym przypadku nie było mowy o 200 osobach z obozu koncentracyjnego – do czego mieliby zostać wykorzystani?
III – Połączenia telefoniczne radiostacji nie były odcinane i były stale czynne. Oddział nie przybył do rozgłośni lecz do stacji nadawczej, to zupełnie różne adresy. Znajdował się tam dozorca Foitzik. Komendy były wydawane po polsku, do niemieckiej załogi (!), ale tylko jeden z napastników znał język polski.
IV – Rodzaj mikrofonu nie ma wpływu na zasięg stacji radiowej.
V – W radiostacji nie „rozrzucano” ciał martwych więźniów, których w ogóle tam nie było. Jedyną zamordowaną osobą był aresztowany Franz Honiok, ale jego tożsamość nie była wówczas znana, ustalona została dopiero ok. trzydzieści lat później przez niemiecką prokuraturę. Pozostawiony został w sali nadawczej, a reżyserki nie było w radiostacji.

15. Uwaga! Tu Gliwice, 2009

Film dokumentalny Teresy Kudyby. DVD, 29 min.

Zabierają w nim głos także historycy dużego formatu np. przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek oraz Norman Davies, który mówi m.in. – 1 września 1939 roku Brytyjczycy zbudzili się do wiadomości, że Polska napadła na Niemcy.
Film zawiera wiele interesujących faktów, poniżej przedstawię tylko kilka głównych i pozostawię bez większych komentarzy.
1. Grupa „powstańców śląskich” w ubraniach cywilnych liczy 5 osób i wszyscy rozmawiają po polsku (I).
2. Do radiostacji samochód wpuszczają bez problemu umundurowani strażnicy.
3. Wewnątrz napastnicy orientują się, że przybyli do niewłaściwego budynku – do radiostacji, planowali natomiast udanie się do studia, znajdującego się przy Rundfunkstrasse (II).
4. W pomieszczeniu nadawczym znajduje się tylko trzyosobowy personel.
5. Jedna z osób przekazuje im „mikrofon burzowy” i podłącza go do stojaka urządzeń.
6. Napastnik odczytuje po polsku tekst odezwy. Jednak już po 9 słowach pracownik niepostrzeżenie wyłącza nadawanie. Napastnicy o tym nie wiedzą ponieważ na sali nie działa głośnik kontrolny.
7. Więzień przywieziony zostaje do obiektu przez drugą grupę i zastrzelony w maszynowni.Nazwano go „pierwszą ofiarą II wojny światowej” (!).

I – W grupie napastników tylko jedna osoba – tłumacz i spiker znała język polski.
II – W Gleiwitz nie było ulicy Rundfunkstrasse.

18. Gleiwitz – miejsce, gdzie dwukrotnie „umarła babka”, czyli rzekoma operacja „Himmler”, red. Dariusz Pietrucha, „Odkrywca”, Wrocław 2013

W numerze 4(171) miesięcznika Instytutu Badań Historycznych i Krajoznawczych „Odkrywca” ukazał się artykuł pod ww. tytułem, autorem jest Dariusz Pietrucha (Prezes Stowarzyszenia na Rzecz Zabytków Fortyfikacji „Pro Fortalicium”).
Poniżej kilka fragmentów.

»1. Wkrótce, podobno 31 VIII 1939 r., zgodnie z obietnicą, do czekającego w Gliwicach Naujocksa nadeszła „przesyłka”. Co w niej było, po wojnie sam ujawnił przesłuchującym go Amerykanom: Naujocks twierdził, że ciała dostarczono na miejsce w skrzyniach oznakowanych jako „przetwory”. Część ofiar jeszcze żyła, bo podano im za słabe zastrzyki, i trzeba było je dobić, zanim można było użyć ich ciał zgodnie z planem (UK National Archives, KV2/279). Więźniów obozów koncentracyjnych przebranych w polskie mundury pogardliwie nazywano „konserwami”. Nie wiadomo dokładnie ilu ich „przygotowano”. Prawdopodobnie na początku były to tylko trzy osoby.
2. F. Honioka zabito strzałem w tył głowy (prawdopodobnie przed wejściem do gmachu radiostacji), martwego sfotografowano w reżyserce na tle maszynowni, a ciało porzucono. Jego personalia udało się ustalić dopiero w latach 90. Przed budynkiem podobno sfotografowano jeszcze dwie martwe osoby, najprawdopodobniej w polskich mundurach.
3. W radiostacji napastnicy cały czas wydawali komendy w języku polskim.
4. Nadany komunikat prawdopodobnie miał taką treść: Uwaga! Tu Gliwice. Rozgłośnia znajduje się w rękach polskich… My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.
5. Hitler jedynie wspomniał o wydarzeniach w Gliwicach. Według jego słów wypowie­dzianych w Reichstagu 1 IX 1939 r., Polacy mieli gwałtem wedrzeć się do gmachu gliwickiej radiostacji i w języku polskim oraz niemieckim nadać obelżywe dla Niemców komunikaty«.
      
Artykuł pozostawiam bez komentarza, jest w nim znacznie więcej nieprawdziwych opowieści.

19. Bębnik Grzegorz, W stronę wojny. Gliwice 1939, Gliwice 2014

W 2014 roku Muzeum w Gliwicach wydało książkę pt. W stronę wojny. Gliwice 1939. Autorem jest Grzegorz Bębnik – historyk, doktor nauk humanistycznych i pracownik IPN. Poniżej kilka fragmentów dotyczących radiostacji Gliwice.

»1. Radiostację gliwicką z wieżą nadawczą zlokalizowano przy ulicy Tarnogórskiej. Zastąpiła ona poprzednią przy – nomen omen – Rundfunkstrasse (ul. Radiowa), (I).
2. Skorzystano z tzw. mikrofonu burzowego, służącego do nadawania krótkich komunikatów, informujących radiosłuchaczy o czasowym wyłączaniu nadajnika w związku ze zbliżającą się chmurą burzową, gdy nadawanie „awaryjne” przejmowała radiostacja wrocławska (II).
3. Prawdopodobnie niedostatecznie wzmocniony sygnał mikrofonowy sprawił, że nadane przesłanie słyszalne było zaledwie w samych Gliwicach i okolicy, a i to nie w całości. Na dobrą sprawę, słuchacze spośród trzasków i zgrzytów, które nagle przerwały audycję, wyłowić mogli jedynie słowa: Uwaga, tu Gliwice, radiostacja znajduje się w polskich rękach. Cała reszta – w tym także wytwarzane przez ludzi Naujocksa „efekty towarzyszące” w postaci chóralnych śpiewów polskich pieśni, okrzyków oraz prawdopodobnie wystrzałów w sufit – utonęła w potęgującym się szumie (III).
4. Nie było natomiast w Gliwicach, co należy podkreślić, jakichkolwiek przebierańców w polskich mundurach wojskowych«.

I – Właściwym określeniem jest wieża antenowa lub antena nadawcza. W Gliwicach nie było ulicy Rundfunkstrasse. Oczywistym jest, że dopiero po wybudowaniu radiostacji powstała uliczka Am Sender.
II – Nie istniało nadawanie „awaryjne” i nie przejmowała nadawania stacja wrocławska, pracująca nadal bez żadnych zmian.
III – Tylko jedna osoba wśród napastników znała polski język i trudno było o chóralne śpiewy polskich pieśni.
 

11. Cztery medialne publikacje


To co wydarzyło się w przeszłości nie jest tak ważne jak sposób, w jaki zapisało się to w naszej pamięci.

Federico Fellini

Napisz do autora: